niepełnosprawność ukazana w formie przemijającego czasu

Niepełnosprawność a upływ czasu

Cześć! Zaczął się nowy 2022 rok. Tak samo, jak minione lata przyniesie ze sobą kolejne sukcesy i kolejne porażki. Da nam kolejne radości i rozczarowania, trudne decyzje i poważne dylematy. Dla mnie osobiście będzie to rok szczególny z uwagi na fakt tego, iż zbliżam się do 25 wiosny swojego życia. Zainspirowało mnie to do przemyśleń dotyczących nieubłaganego upływu czasu, a co za tym idzie dotyczących również tego, jaki wpływ ma on na ogólnie pojętą rutynę dnia codziennego. Jestem przekonany co do tego, że inaczej ta kwestia będzie prezentować się u osoby zdrowej, inaczej natomiast u osoby cierpiącej na dane schorzenie i niepełnosprawność z niego wynikającą.

Nie pilnowałem swojego czasu

Z mijającymi latami coraz bardziej cenię sobie czas, którym gospodaruję. Dotychczas nie przywiązywałem do tego tak dużej uwagi, jak teraz. Przez całe moje życie wychodziłem z założenia, że na załatwienie wielu istotnych dla mnie spraw mam jeszcze czas. Szczególnie kilka ostatnich lat pokazało mi, że życie jest zbyt krótkie na to, aby marnować je na zamartwianie się. Nakłada ono na nas wiele trudności i zmartwień, jednakże wiem, iż szkoda na to czasu. Muszę przyznać, że po kilku latach mam do siebie wiele pretensji o to, że nie pilnowałem swojego czasu i tak wiele ważnych dla mnie zdarzeń mogło upłynąć mi w dużo ciekawszy sposób.

Co będzie jutro?

Przez moje lekceważące podejście do życia w przeszłości, moja psychika „odwdzięcza się” tym, że coraz częściej jestem zły na dziejące się dookoła sytuacje. Dziś, kiedy jestem w kwiecie wieku uważam, że coraz bardziej odczuwa ona irytację na to, iż bardzo trudno jest mi zrealizować zaplanowaną przeze mnie przyszłość. Moje myśli oddziałują na mój sposób postrzegania otaczającej rzeczywistości. Z przykrością muszę przyznać, że dziś znajduję się na takim etapie swojego życia, w którym zdaję sobie sprawę z tego, iż absolutnie nie jestem pewien tego, jakie będzie moje „jutro”. Szczególnie bolesne są dla mnie momenty, w których patrzę na sprawującą nade mną opiekę Mamę, której siły z tygodnia na tydzień maleją i która sama przyznaje, że boi się o to, co ono da.

Upływający czas i wyrzuty sumienia

Mam świadomość tego, jak wiele wysiłku musi włożyć w to, by być tą, na której spoczywa całokształt obowiązków związanych z pielęgnowaniem mnie, opatrunkami, lekarstwami itp. sprawami. Coraz częściej pojawiają się momenty, w których mówi mi o tym, że kiedy odejdzie, ja „zostanę na lodzie”, lub nawet o tym, że lepiej byłoby, gdybym odszedł wcześniej. Pat tej sytuacji polega na tym, iż wiem o tym, że Mama mówiąc mi o tym ma rację i nie chce sprawić mi zawodu. Polega on również na tym, że z wyżej wymienionych powodów, Mama odczuwa dotkliwe wyrzuty sumienia.

Brakowało go w najważniejszych momentach

Opisywana przeze mnie rzecz ma miejsce właściwie od pierwszych momentów tej wspólnej drogi. Na tej drodze brakowało i brakuje przeciwwagi, jaką mogłoby być dla mnie wsparcie ojcowskie. Brakowało go w najważniejszych momentach. Jeden z nich przypadał na lata 2011-2014, kiedy to zmagałem się z najcięższymi wówczas dla mnie problemami ze zdrowiem, jednakże w całości tej historii nie chodzi tylko i wyłącznie o ten okres. Chodzi raczej o całokształt przekazanych mi przez ojca wartości, lub raczej o ich brak. Ich przekazywanie w przypadku mojego ojca opierało się i opiera tylko i wyłącznie o spytanie od czasu do czasu o moje zdrowie, czy też z rzadka spotkaniu ze mną. Należałoby w tym miejscu spytać o to, jak czuję się z tym wszystkim? Otóż stwierdzić muszę, że z jednej strony jestem do tej sytuacji chcąc nie chcąc przyzwyczajony, z drugiej jednak strony myśli na ten temat ciążą i będą mi ciążyć.

Opracowanie Kamil Drożyński

.

.

Publikacje Rampowiczka Kamila

Dodaj komentarz

Wordpress Social Share Plugin powered by Ultimatelysocial
Czcionka
Kontrast